Śnieg na drodze, śnieg na torach – zasady te same

Na śliskiej nawierzchni droga hamowania auta wydłuża się nawet kilkukrotnie. Pociąg? Przy prędkości rozkładowej potrzebuje setek metrów, a zimą – jeszcze więcej. Śnieg na torach, oblodzone szyny i ogromna masa składu sprawiają, że droga hamowania jeszcze się wydłuża. Gdy maszynista zauważy zagrożenie, często nie ma już fizycznej możliwości zatrzymania składu przed przejazdem.
Opady śniegu, zamiecie, zaparowane szyby – to codzienność zimowych podróży. Ale pamiętajmy – maszynista również ma ograniczone pole widzenia, a pociąg nie zmieni toru jazdy. Dlatego obowiązuje zasada absolutna: to kierowca i pieszy muszą upewnić się, że przejazd jest wolny, niezależnie od pogody.
Zimą nie obowiązują „zimowe wyjątki”. Na przejeździe:
- zwalniasz i rozglądasz się zawsze,
- zatrzymujesz się, gdy miga czerwone światło albo stoi znak STOP,
- nie wjeżdżasz, jeśli nie masz pewności, że zjedziesz z torów bez zatrzymania.
Zimą łatwo pomyśleć: „zdążę, pociąg jest daleko”. To błąd myślenia, który co roku prowadzi do tragedii. Śnieg tłumi dźwięki, skraca percepcję odległości i daje złudne poczucie kontroli. Fizyka jest nieubłagana – pociąg zawsze wygrywa z samochodem, niezależnie od warunków.
Kolej zimą funkcjonuje według rygorystycznych procedur, a infrastruktura jest stale monitorowana i utrzymywana. Jednak nawet najlepsze systemy nie zastąpią rozsądku użytkowników dróg. Bezpieczeństwo na przejazdach to gra zespołowa, w której każdy musi zagrać zgodnie z zasadami.
Śnieg na drodze czy śnieg na torach – zasady są te same. Zwolnij, rozejrzyj się, nie ryzykuj. Tu nie ma miejsca na improwizację ani negocjowanie pierwszeństwa z pociągiem. To nie kwestia odwagi, tylko odpowiedzialności. Chwila cierpliwości przed przejazdem może oznaczać całe życie po drugiej stronie torów.

